Aktualizacja 17.08.2010
Cztery miesiące po katastrofie rządowego TU-154 pod Smoleńskiem i żadnych nowych, konkretnych informacji. Te które zostały podane do publicznej wiadomości wzbudziły tylko jeszcze więcej wątpliwości na temat faktycznych przyczyn katastrofy.
Wielu rodaków, a wśród nich fachowcy w różnych dziedzinach związanych z lotnictwem czy też urządzeniami nawigacyjnymi, jak też wielu, po prostu dociekliwych ludzi analizuje dostępne materiały i wyciąga logiczne wnioski. W ich świetle rodzą się uzasadnione pytania o faktyczny przebieg katastrofy, o rolę pilotów TU-154, obsługi lotniska w Siewiernym, rosyjskich władz, a nawet członków naszego rządu. Tworzone są różne teorie które, jako przyczyny przyczyny katastrofy wskazują awarię samolotu, być może jego urządzeń nawigacyjnych. Inne teorie, nazywane pogardliwie "spiskowymi" wskazują na celowe działania, i w takim przypadku nie jest to śmieszne i nieprawdopodobne, zwłaszcza dla ludzi, którzy szukają prawdy i mają trochę pojęcia o sposobach działaniach różnych służb na przestrzeni dziejów w różnych krajach (a zwłaszcza w tym konkretnym kraju). W przypadku katastrofy pod Smoleńskiem, choć jest to mało prawdopodobne, to jednak nie można do końca wykluczyć celowego, zaplanowanego działania lub planu który miał ziścić się nie w konkretnym miejscu, ale w powiedzmy w konkretnych warunkach, takich, jakie zdarzyły się akurat pod Smoleńskiem.
Pomijając jednak teorie "spiskowe" bardziej prawdopodobna jest awaria samolotu niefortunnie połączona z fatalną pogodą, opłakanym stanem lotniska i błędami jego obsługi. Drugą sprawą jest sama organizacja wizyty przeprowadzona przez naszych dysydentów do spółki ze stroną rosyjską. Można by ją nazwać słowiańskim bałaganem, ale w kontekście śmierci ważnych 96 osób bardziej adekwatną nazwą jest zaniedbanie lub być może nawet spisek mający zdyskredytować prezydencką delegacje.
Może, może, może...
O tym wszystkim przeczytacie na stronach
http://smolensk-2010.pl w działach [Hipotezy] [Dezinformacja] i innych.
Oczywiście myślenie i odsiew informacji bardzo wskazany, ale nie zmienia to faktu, że jest tam wiele materiałów dających do myślenia.
Aktualizacja 19.05.2010
Raport GW w sprawie katastrofy rządowego TU-154 na lotnisku Smoleńsk - Siewiernyj.
Redaktorzy Gazety zebrali wszystkie fakty i przedstawili w raporcie. Poniżej poszczególne ustalenia.
1. Wykluczono zamach terrorystyczny, awarię techniczną, pożar czy wybuch na pokładzie.
2. Piloci mieli informację na temat sytuacji meteorologicznej na lotnisku w Smoleńsku.
3. Załoga Tu-154 otrzymywała informacje o lotniskach zapasowych.
4. W kabinie pilotów samolotu, który rozbił się pod Smoleńskiem, były osoby spoza załogi. Ich głosy zostały zarejestrowane na 16-20 min przed katastrofą. Jeden z tych głosów został już zidentyfikowany - był nim dowódca sił powietrznych gen. Andrzej Błasik.
5. Komisja potwierdziła, że drzwi do kabiny pilotów prezydenckiego samolotu były otwarte w trakcie podejścia do lądowania.
6. samolot był sprawny, miał też 19 ton paliwa, co było wystarczające nie tylko na przelot na lotnisko w Smoleńsku, ale też na lotniska zapasowe. Stan techniczny potwierdziła 4 czarna skrzynka, tzw. rejestrator eksploatacyjny, wyprodukowana i oczytana w Polsce.
7. System wczesnego ostrzegania TAWS, w który był wyposażony - jak ocenili eksperci - był sprawny.
8. Załoga Tu-154 nie przechodziła regularnych ćwiczeń, została skompletowana na kilka dni przed feralnym lotem.
9. Środki do zabezpieczenia lotniska w Smoleńsku 7 kwietnia - kiedy przylecieli premierzy Rosji Władimir Putin i Polski Donald Tusk i 10 kwietnia - gdy miał tam lądować samolot z prezydentem Lechem Kaczyńskim, były identyczne.
10. Katastrofa samolotu nastąpiła o 10.41 czasu moskiewskiego (8.41 czasu polskiego). Od pierwszego uderzenia w przeszkody na ziemi - 1100 metrów do pasa startowego - do zniszczenia maszyny minęło 6 sekund, wszystkie systemy i silniki działały, samolot nie rozpadł się w powietrzu - stwierdził MAK.
11. Edmund Klich, akredytowany przy rosyjskiej komisji badającej przyczyny katastrofy prezydenckiego samolotu pod Smoleńskiem, powiedział, że po odsłuchaniu nagrań z kabiny pilotów nie odniósł wrażenia, by piloci działali pod wpływem presji. Klich zaznaczył, że wymaga to dodatkowych analiz i opinii biegłych.
Można to podsumować tak:
Błąd pilota, ale nie wina pilota. Wina leży po stronie systemu.
Pilot wojskowy - żołnierz po prostu, dostał zadanie dowiezienia swego najwyższego dowódcy oraz najwyższego zwierzchnika sił zbrojnych na bardzo ważne wydarzenie. Gen. Andrzej Błasik nie musiał wywierać słownych nacisków na pilota, sam fakt jego przebywania na pokładzie, nie mówiąc już o tym, że był w kabinie pilotów, jest najwyższym naciskiem. Przypuszczam, że każdy żołnierz próbowałby w tej sytuacji wykonać swoje zadanie.
Pełny raport GW
Tu-154 podchodził do lądowania na autopilocie - poinformował korespondent TVN24 Rafał Poniatowski powołując się na komunikat rosyjskiego Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego. Wyłączenie autopilota nastąpiło 5,4 sekundy przed uderzeniem w pierwszą przeszkodę.
Wygląda na to, że pilot faktycznie ryzykował – przy braku widoczności zapewne chciał, by automat naprowadził samolot na pas lotniska, a wyłączenie go pewnie miało nastąpić przy kontakcie wzrokowym. Nie wziął jednak pod uwagę drzew rosnących przed lotniskiem.
Tak, czy inaczej zdecydował się na duże ryzyko, którego pewnie by nie podjął nie czując presji.
Aktualizacja 22.05.2010
Rosyjska gazeta Kommiersant" podaje wiele nowych szczegółów dotyczących ostatniej fazy rządowego lotu Tu-154. Pierwszy błąd pilota miał polegać na tym, że podchodząc do pogrążonego w gęstej mgle lotniska, włączył autopilota, ustawiając go na zniżanie samolotu z szybkością 4 m/s.
"Tymczasem nawigator kontrolował wysokość lotu za pomocą radiowysokościomierza - przyrządu określającego odległość od ziemi na podstawie odbicia od jej powierzchni sygnału radiowego [a powinien za pomocą wysokościomierza barycznego, który pokazuje wysokość nad poziomem morza]. Fatalną rolę w katastrofie według ekspertów odegrał łagodnie pochyły, długi parów o głębokości ok. 40 m, znajdujący się przed lotniskiem, i niedoświadczenie nawigatora - pisze "Kommiersant". - Gdy samolot leciał nad dnem parowu i ziemia zaczęła uciekać w dół, nawigator wpadł w panikę i zaczął informować dowódcę, iż idą powyżej kursu oraz że w ten sposób nie trafią na pas. Dowódca uwierzył podwładnemu i zwiększył prędkość zniżania dwukrotnie - do 8 m/s. Tymczasem parów na trasie się skończył i zaczęło się długie zbocze wzgórza. A o zwiększonej prędkości zniżania lotnicy zapomnieli".
Pilot Jaka 40 - Artur Wosztyl, który wcześniej lądował w Siewiernym przypuszcza, że TU-154 Wcale nie lądował, a jedynie robił podejście do lądowania. Oznacza to, że po prostu sprawdzał, czy da się bezpiecznie wylądować.
Polski przedstawiciel przy rosyjskiej komisji MAK - Edmund Klich ujawnił w TVN24, że na minutę przed próbą podejścia do lądowania ktoś wchodził do kabiny pilotów. Osoba ta nie została w stu procentach zidentyfikowana. Edmund Klich już nie twierdzi z taką stanowczością, jak wcześniej, że nie było wywieranej presji na pilota.
Teraz tłumaczył: - Bo ja wtedy znałem rozmowę, która była prowadzona 16 minut przed zdarzeniem. Teraz wiem więcej, bo otrzymałem pełny zapis rozmów i teraz już bym tak kategorycznie nie stwierdził.
Rekonstrukcja fotograficzna katastrofy TU-154 nr 101 przy lotnisku Siewiernyj wykonana przez Rosjanina Siergieja Amielina.Samolot już w odległości około 1,5 km od lotniska ścinał drzewa, nie uderzył w antenę radiolokacyjną, a odchyłkę od kursu na pas startowy spowodowało grube drzewo. Chciałem się z wami podzielić ciekawymi materiałami znalezionymi wczoraj dzięki forum pilotów www.pprune.org Chodziło mianowicie o ciekawą i dość wiarygodną rekonstrukcję ostatnich chwil lotu rządowego Tupolewa 154 numer 101 utworzoną na podstawie zdjęć wykonanych przez rosjanina Siergieja Amielina. Siergiej był na miejscu wypadku dopiero na drugi dzień, ale wykonał całkiem dobrą i przemyślaną pracę. Poszedł śladem ściętych przez TU-154 drzew, sfotografował je i umiejscowił za pomocą wskazań gps na mapie satelitarnej. Powstała z tego całkiem dobra rekonstrukcja zdarzeń w formie obrazkowej. Link do galerii Siergieja: http://picasaweb.google.ru/Amlmtr/MWzNeJ
Schemat katastrofy w wysokiej rozdzielczości z komentarzami (JPG 1.42 MB)
Oryginalny schemat przebiegu katastrofy według Siergieja Amielina

Foto: Сергей Амелин
Chciałem rano około 09.00 umieścić te informacje wraz z linkami do materiałów źródłowych na forum onetu (jako komentarz). Czekałem na publikację, czekałem... i nie pojawiła się (teraz wiem dlaczego) Wrzuciłem tą samą informację na forum portalu tvn24.pl i tutaj również nie doczekałem się publikacji postu. Za to nim upłynęła godzina portal opublikował sensacyjną wiadomość... Zgadnijcie jaką ? :) akurat tą którą przechwycili w moim poście. Trochę się zdziwiłem, ale najwidoczniej na tym polega praca w redakcji takiego portalu. No cóż, ja zdobyłem nowe doświadczenie w temacie sposobów działalności takich portali, a czytelnicy dostali informację, którą i tak chciałem przekazać.
Redaktorzy tvn24.pl naprawdę szybko się sprawili zwłaszcza, że zdążyli utworzyć swoją własną rekonstrukcję po polsku - lepszą jakościowo od rosyjskiej, zdążyli jeszcze skonsultować ją z redaktorami "Skrzydlatej Polski". Nie będę zatem jej powtarzał, znajdziecie ją tutaj:
Do przechyłu doszło po zderzeniu z dużym drzewem
Streszczenie
Z analizy wynika że Tupolew nie uszkodził wieży (anteny) radiolokacyjnej, czyli nie leciał dokładnie w osi pasa startowego, ale całkiem blisko i być może doleciałby kosząc po drodze mniejsze drzewa gdyby nie natrafił na jedno dość solidne. To drzewo prawdopodobnie zmieniło tor lotu samolotu uszkadzając go poważnie. Na zdjęciu poniżej widać fragment lewego skrzydła. Samolot z uszkodzonym skrzydłem przechylił się w lewą stronę po czym uderzył w następne grube drzewo. Pilot nie zdążył lub nie mógł już skontrować i samolot obrócił się na grzbiet rozbijając się w tej pozycji.
Inna sprawa, że samolot wyposażony był w nowoczesny system ostrzegania przed przeszkodami tzw. TAWS Przed masztem antenowym, co prawda nie musiał ostrzegać, bo samolot nie przeleciał nad nim, przed drzewami również, bo tych nie ma na cyfrowych mapach, ale powinien ostrzec przed złym kątem schodzenia. Dlaczego piloci nie zareagowali?

Poniżej znajduje się mapka obejmująca większy fragment terenu.
Redaktorzy tvn24.pl nie podali przypuszczalnej przyczyny z powodu której samolot, tak bardzo obniżył lot. Ja znalazłem wypowiedzi pilotów rosyjskich, którzy twierdzą, że na podejściu przed radiolatarnią znajduje się obniżenie terenu, dolinka po prostu która zafałszowuje ogólną ocenę wysokości w przypadku lotu na "widzialność".
Rys. 1 Wykres ukształtowania terenu na podejściu do lotniska. Źródło: radioscanner.ru Opis rosyjski: [Да землю они искали - разве непонятно, там перед БПРМ низинка, туда и снизились, а перед дорогой рельеф повышается, вот и пошли цеплять...]

Teren okolic lotniska z poziomicami i znakami podejścia.

Samolot prawdopodobnie w niej rozpoczął schodzenie do lądowania mając teoretycznie dużą wysokość. Schodząc w dół i wytracając prędkość, niestety w pewnym momencie dotarł na krawędź doliny wznoszącą się do góry. Tutaj nie było już zapasu wysokości, a samolot znalazł się zbyt nisko i zbyt wolno leciał, by mógł szybko wznieść się wyżej. Pilot próbował podciągnąć samolot w górę (było słychać ciężko pracujące silniki), ale TU-154 nie jest zbyt "chętny" do takiego szybkiego wznoszenia. Może udało by mu się gdyby na drodze samolotu nie było drzew.
Czy TAWS działał? Może pilot rozmyślnie zignorował ostrzeżenia przyrządów, i wieży kontrolnej chcąc, jak najszybciej znaleźć się w strefie lepszej widoczności. Może zadziałał psychologiczny efekt szkolenia wojskowego.(zgoda, przyzwyczajenie do nadmiernego ryzyka) Może wysokościomerz ciśnieniowy był źle wyskalowany. Może mapy elektroniczne nie były zbyt dokładne. Może jednak coś innego...
Zbyt wiele pytań się pojawia, jeśli chodzi o przyczyny tak nieprawdopodobnej katastrofy...
Niestety analiza zdjęć podpowiada, że załoga i pasażerowie wiedzieli, co się dzieje, zapewne domyślali się, że za chwilę się rozbiją. Nawet nie chcę wyobrażać sobie, co musiało się dziać na pokładzie.

Analiza ostatnich sekund lotu. Autor Siergiej Amielin
To wszystko oczywiście są dywagacje na podstawie poszlak z analizy kilku zdjęć, jak było naprawdę może dowiemy się niebawem po upublicznieniu zapisów z rejestratorów lotu.
Więcej rosyjskich zdjęć z miejsca katastrofy
Film telewizji CNN nakręcony w miejscach uderzenia w drzewa
Pierwszy amatorski film nakręcony tuż po katastrofie. To na nim słychać strzały z broni palnej. (prawdopodobnie wybuchała amunicja z broni BOR-u)
Miejsce katastrofy Smoleńsk - Siewiernyj na mapie Google
Aktualizacja 16.04.2010
Od wczoraj już we wszystkich mediach podawana jest najbardziej prawdopodobna wersja ostatnich chwil lotu prezydenckiego Tupolewa. Wszędzie wygląda to bardzo poważnie i profesjonalnie niby fakty opracowane przez niebylejakich fachowców. Tymczasem wszystkie te spekulacje opierają się na zdjęciach i analizach jednego człowieka - fotoamatora Siergieja Amielina. To on stworzył je pierwszy nie eksperci od lotnictwa... W TV widziałem nawet wykorzystane jego zdjęcia - oczywiście bez podania źródła.
Skoro wszyscy się na niego powołują, to i ja dodam, że Siergiej wykonał następną analizę i podał prawdopodobną przyczynę takiej katastroficznie niskiej wysokości lotu przy podejściu do lądowania. Jego wersja jest taka sama, jak opisana wyżej. Siergiej zilustrował to wykresem graficznym.

Twórca: Siergiej Amielin
Link do oryginału
Pamiętajcie jednak, że wszystko to są domysły na podstawie analizy umiejscowienia skoszonych przez samolot drzew.
Aktualizacja 17.04.2010
Dzisiaj Międzynarodowa Komisja Lotnicza potwierdziła, że bezpośrednią przyczyną wypadku było zahaczenie skrzydłem o drzewo około kilometra przed lotniskiem.
"Ustalono, że miejsce pierwszego zetknięcia maszyny z drzewami znajduje się w odległości 1050 metrów od początku pasa startowego, 40-45 metrów na lewo od jego osi" - podała MAK.
Według komisji, którą cytuje agencja RIA-Nowosti, po 200 metrach samolot lewym skrzydłem uderzył w kolejne drzewo, po czym ostro skręcił w lewo i odwrócił się.
MAK przekazała, że podstawowe fragmenty maszyny leżały w odległości 350-500 metrów od początku pasa startowego, 150 metrów na lewo od jego osi.
Wcześniej szefowa komisji Tatiana Anodina poinformowała, że prezydencki Tu-154M podjął tylko jedną próbę lądowania.
Komisja wobec faktów, które i tak już wyszły na światło dzienne po prostu je potwierdziła.
26.04.2010
Nadal nie ma żadnych konkretnych informacji o przyczynach katastrofy rządowego Tupolewa. Pojawiają się natomiast kolejne fakty - braki w oświetleniu naprowadzającym na lotnisko czy nietypowe umiejscowienie radiolatarni. Czy to mogło przyczynić się do katastrofy? Może... Prawdopodobnie katastrofę spowodował cały zestaw różnych niekorzystnych okoliczności.
Faktem jest jednak, że Kpt. Protasiuk lądował na Siewiernym już sześć razy, a więc dobrze znał lotnisko i sposoby podejścia do niego. Miał też wszelkie certyfikaty potrzebne do pilotowania TU-154 jak również spore doświadczenie.
Aktualizacja 27.04.2010
Z filmu, który ma polska prokuratura wynika, że warunki pogodowe w Smoleńsku 10 kwietnia pogarszały się z minuty na minutę, widać też wyraźnie pogłębiającą się mgłę - podały we wspólnym komunikacie Prokuratura Generalna i Naczelna Prokuratura Wojskowa.
Nad lotniskiem panowały bardzo trudne warunki pogodowe - mgła, niska podstawa chmur, temperatura, przy ciśnieniu 1026 hPa wynosiła 1 stopień Celsjusza, a wilgotność powietrza sięgała 98 proc. Widoczność wynosiła ok 500 metrów, a wiatr wiał z prędkością 10,8 km/h.
Przebadano również próbki paliwa, którym zatankowano samolot w Polsce. Paliwo badane w Instytucie Technicznym Wojsk Lotniczych spełniało wymagania określone w normie dla paliwa lotniczego JET A-1 stosowanego w lotnictwie wojskowym oraz w dokumencie AFQRJOS dla paliwa stosowanego w lotnictwie cywilnym".
(Gazeta.pl)
Według nieoficjalnych informacji zdobytych przez TVN24 w samolocie na kilkadziesiąt sekund przed katastrofą zadziałał system ostrzegający przed zbyt gwałtownym zbliżaniem się do ziemi. Dane z urządzenia w systemie EGPWS - (Ground Proximity Warning System), były zapisane w czarnych skrzynkach.
System ostrzega sygnałem świetlnym i poleceniem głosowym.
Istnieje możliwość, że system mógł nie posiadać dokładnych danych o lotnisku wojskowym w Siewiernym, więc piloci mogli traktować go jako system pomocniczy.
(TVN24)