Mgławica Andromedy - Iwan Jefremow

Postanowiłem pisać czasami o książkach fantastycznych, tych nieco tylko lub bardzo już zapomnianych, które choć trudne obecnie do zdobycia, to jednak warte są przeczytania. Mgławica Andromedy - I. JefremowNa pierwszy ogień wybrałem „Mgławicę Andromedy” radzieckiego pisarza i paleontologa Iwana Jefremowa wydaną po raz pierwszy w ZSRR w 1957 r w piśmie „Technika młodzieży”. Polskie wydanie książkowe ukazało się w roku 1961 wyd. ISKRY Przekład: Lew Kaltenbergh. Tytuł oryginału: "Туманность Андромеды"
„Mgławica Andromedy” to nowoczesna, jak na swe czasy powieść fantastyczno naukowa w której autor odnosił się zarówno do teorii względności i fizyki jądrowej, jak i biologii, filozofii, etyki i psychologii. Dzieło powstało w Związku Radzieckim, więc nie brak w nim również odniesień do ideologii komunistycznej. Jednak ideologia osadzona w ramach fantastyki ogranicza się raczej do niegroźnego pokazywania świata utopii w którym wszyscy ludzie niezależnie od narodowości i koloru skóry są piękni, mądrzy, odpowiedzialni i bohaterscy. To idealny świat w którym człowiek opanował żywioły i jest w stanie kształtować je wedle swej woli. Autor nie zapomniał się jednak do tego stopnia by ukazywać tylko chodzące ideały, w jego świecie znajdują się również jednostki które jednak czasem postępują nieodpowiedzialnie. Jedną z nich jest Mven Mas – czarnoskóry kierownik międzygwiezdnej stacji łączności, który ulegając osobistemu pragnieniu ujrzenia pięknego lecz bardzo odległego świata doprowadził do zniszczenia stacji łączności i satelity energetycznego powodując tym samym śmieć kilku ludzi, notabene ochotników. Pomimo swej utopijności (a może dzięki niej) książkę czyta się bardzo przyjemnie, można faktycznie zatęsknić za światem w którym ludzie odbywają międzygwiezdne podróże, nie mają problemów z własnością prywatną (wszystko, co jest potrzebne produkują maszyny, dla wszystkich), a praca to prawdziwe wyzwanie i realizacja pasji. Autor w ramach fantastycznej utopii zawarł również sporo fachowej wiedzy z różnych dziedzin naukowych więc czytelnik nie odnosi wrażenia, że jest to tylko kolejna kosmiczna bajeczka.
Książka rozpoczyna się opisem wyprawy ratowniczej statku „Tantra” wysłanego do odległego systemu planetarnego należącego do tak zwanego „Pierścienia” - Systemu komunikujących się ze sobą cywilizacji do których należy również Ziemia. „Zirda” planeta ku której wyruszył ziemski statek, zamilkła jakiś czas temu i obowiązkiem ziemian było wyjaśnienie przyczyn tego milczenia.
Astronauci niestety zastali planetę wymarłą co oznacza, że nie dostaną anamezonu – paliwa umożliwiającego podróże międzygwiezdne. Co gorsza, statek „Algrab” wysłany tutaj z paliwem na wypadek takiego właśnie obrotu sprawy, również nie daje znaku życia. Astronauci z Tantry mają więc poważny problem z powrotem na Ziemię...

Poniżej mały fragment książki:

"...Wstrząsający grzmot rozpruwanej przez statek kosmiczny atmosfery był zapewne słyszalny w pro-
mieniu dziesiątków kilometrów. Minęła godzina. Oczekiwanie stawało się męczące. Noor włączył syreny ostrzegawcze. Nad czarną otchłanią w dole rozległ się straszliwy ryk i ludzie z Ziemi żywili nadzieje, że złączony z grzmotem powietrza zostanie usłyszany przez zagadkowo milczących mieszkańców Zirdy. Skrzydło płomiennego światła zmiotło złowieszczą, ciemność. ,,Tantra" wypłynęła na oświetloną stronę planety. Na dole ciągle rozścielała się aksamitna czerń. Szybko powiększone zdjęcia wykazały, ze jest to gesty dywan kwiatów, podobnych do czarnych maków Ziemi. Ich zarośla ciągnęły się na przestrzeni tysięcy kilometrów, zastępując lasy, trzciny, krzaki i trawy. Jak żebra olbrzymich szkieletów przezierały wśród czarnego kobierca ulice miast, czerwonymi ranami rdzewiały żelazne konstrukcje. Nigdzie ani jednej żywej istoty, bodaj drzewa - same tylko czarne maki! ,,Tantra." wyrzuciła bombową stacje obserwacyjna i weszła w noc. Po sześciu godzinach stacja-robot podała skład powietrza na powierzchni gleby, temperaturę, ciśnienie i inne informacje. Wszystko było normalne, z wyjątkiem wzmożonej radioaktywności.
- Potworna tragedia! - powiedział półgłosem biolog Eon Tal, notując dane.
- Sami zginęli i uśmiercili swoja planetę!
- Czy to możliwe? - zapytała Niza wstrzymując nabiegające do oczu łzy. - To straszne! Przecież jonizacja nie jest znów taka silna.
- Przeszło już sporo lat - odrzekł surowo biolog. Jego twarz czerkieskim garbatym nosie przybrała groźny wyraz. - Taki radioaktywny rozkład przez to właśnie jest niebezpieczny, ze się posuwa stopniowo, niedostrzegalnie. Poprzez stulecia ilość promieniowania mogla się zwiększać kor po korze , jak zwykliśmy nazywać biodozy naświetlenia, a potem z miejsca jakościowy skok! Zanik dziedziczności, utrata zdolności rozrodczych, plus epidemie popromienne. To się, zdarza nie po raz pierwszy. Pierścień zna podobne katastrofy.
- Na przykład, tak zwana „planeta fioletowego słońca” odezwał się z tylu Erg Noor.
- Tragedia tej planty polegała na tym, Ze jej dziwaczne słońce zapewniało mieszkańcom bardzo wysoka energetykę - zauważył ponury Pur Hiss - przy sile świetlnej równej sile naszych stu siedemdziesięciu słońc i klasie widmowej AO...
- Gdzie jest ta planeta? - zainteresował się biolog Eon Tal. - Czy to nie ta; którą Rada zamierza zaludnić ? - Ta sama. Na jej cześć nadano nazwę zaginionemu ,,A1grabowi".
- Gwiazda Algrab, inaczej Delta Kruka! - zawołał biolog. -
Ale do niej bardzo daleko.
- Czterdzieści sześć parseków. Przecież budujemy statki kosmiczne o coraz dalszym zasięgu"...
Biolog kiwnął głową i mruknął:
- Chyba nie należało statku kosmicznego nazywać imieniem wymarłej planety.
- Ale gwiazda nie zginęła i planeta też jest w całości. Zasiejemy i zaludnimy ja znowu - powiedział Erg Noor stanowczym tonem.
Zdecydował się na trudny manewr - na zmianę orbitalnej trasy statku z równoleżnikowego kierunku na południkowy, wzdłuż osi obrotu Zirdy. Jakże odlecieć od planety bez wyjaśnienia, w jaki sposób zginęła? Możliwe, że pozostali przy Życiu nie mogą wezwać statku na pomoc wskutek zniszczenia stacji energetycznych i uszkodzenia przyrządów. Może nie wszyscy zginęli?
Niza nie po raz pierwszy widziała Erga Noora przy pulpicie kierowniczym w momencie odpowiedzialnego manewru. Gdy patrzała na jego nieprzenikniona twarz, szybkie i celowe ruchy,
wydawał się jej bohaterem z legendy. I znów ,,Tantra" odbyła beznadziejną podroż dokoła Zirdy,
tym razem od bieguna do bieguna. Tu i ówdzie, szczególnie w środkowych szerokościach, ukazały się strefy obnażonej gleby. Wisiała tam w powietrzu żółta mgła, poprzez którą prześwitywały, niby morskie fale, ogromne grzędy czerwonych piasków, które rozwiewał wiatr. A dalej znów się rozpościerały żałobne całuny czarnych maków - jedynej roślinności, która się oparła radioaktywności lub też pod jej wpływem wytworzyła mutację zdolną do życia. Wszystko stało się jasne. Poszukiwanie wśród martwych ruin anamezonu, magazynowanego z polecenia Wielkiego Pierścienia dla gości z innych światów (Zirda nie posiadała jeszcze statków kosmicznych, tylko dopiero międzyplanetarne), było nie tylko beznadziejne, ale i niebezpieczne. ,,Tantra" zaczęła powoli rozwijać spiralę lotu w strong przeciwną planecie. Nabrawszy szybkości siedemnastu kilometrów na sekundę za pomocą silników jonowo-kaskadowych, zwanych tez planetarnymi, używanych do lotów międzyplanetarnych, przy startach i lądowaniach, ,,Tantra" zaczęła się oddalać od zamarłej planety w kierunku nie zamieszkanego, znanego tylko z umownego szyfru systemu, gdzie zostały wyrzucone boje bombowe i gdzie powinien ją oczekiwać ,,Algrab". Włączyły się silniki amamezonowe. W ciągu pięćdziesięciu dwu godzin statek osiągnął szybkość normalną, to jest dziewięćset milionów kilometrów na godzinę. Do miejsca spotkania pozostawało piętnaście miesięcy podróży, czyli jedenaście według względnego czasu statku. Cala załoga, nie wyłączając
dyżurnych, mogła się pogrążyć w sen. Ale przez cały miesiąc trwały dyskusje ogólne, obliczenia przygotowywanie referatu dla Rady. Z danych, zawartych w informatorach dotyczących Zirdy, wynotowano wzmianki o doświadczeniach z częściowo rozbijanym paliwem atomowym. Znaleziono wypowiedzi wybitnych uczonych zamarłej planety, którzy uprzedzali o ukazaniu się zjawisk świadczących o szkodliwym oddziaływaniu tych doświadczeń na życie i domagali się ich zaprzestania. Sto osiemnaście lat temu po Wielkim Pierścieniu został rozesłany komunikat ostrzegawczy, ale widocznie rząd Zirdy nie wziął go pod uwagę. Nie było wątpliwości, że Zirda wymarła wskutek wzmożenia się szkodliwego promieniowania, będącego rezultatem wielu nie-
ostrożnych doświadczeń i pochopnego stosowania niebezpiecznych rodzajów energii jądrowej zamiast rozumnych poszukiwań innych mniej szkodliwych środków."