Postanowiłem pisać czasami o książkach fantastycznych, tych nieco tylko lub bardzo już zapomnianych, które choć trudne obecnie do zdobycia, to jednak warte są przeczytania.
Na pierwszy ogień wybrałem „Mgławicę Andromedy” radzieckiego pisarza i paleontologa Iwana Jefremowa wydaną po raz pierwszy w ZSRR w 1957 r w piśmie „Technika młodzieży”. Polskie wydanie książkowe ukazało się w roku 1961 wyd. ISKRY Przekład: Lew Kaltenbergh.
Tą książkę jakoś trudno mi zaliczyć do gatunku fantastyki, bowiem po jej przeczytaniu miałem wrażenie, że wyprawa na Marsa miała już miejsce w naszej przeszłości i że uczyłem się o niej w szkole dawno temu. Ktoś, kto ma trochę pojęcia o historii astronautyki i technologiach lotów kosmicznych zauważy, że w zasadzie wszystko, co opisał Baxter mogło się wydarzyć i być może lot na Marsa byłby już naszą historią gdyby nie śmierć Kennedyego.
Surowa i mroczna opowieść przypominająca swym klimatem Matrixa i do którego zapewne dostarczyła wielu pomysłów, na przykład „Mechanizm” rządzący mieszkańcami świata - miasta - którego władzy nikt poza nielicznymi jednostkami nie jest świadomy, maszyny-ludzie do zadań specjalnych podobnie jak Agent Smith i inni Agenci w Matrixie.
Neurony zbrodni to już klasyka naszej rodzimej fantastyki naukowej. Szkoda, że nie jest szerzej znana i wznawiana. Poniżej znajdziecie krótkie streszczenie i fragment powieści.
Autor: Penciak Lucyna
Język oryginalny: polski
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: science fiction
Forma: powieść
Rok pierwszego wydania: 1980
Serie wydawnicze: Fantazja, Przygoda, Rozrywka
W nowej serii „Podróże z Verne’em” wydawnictwa Zielona Sowa właśnie ukazała się jedna z najlepszych powieści przygodowych J. Verne'a "Tajemnicza Wyspa" Akcja powieści osadzona jest w czasach wojny secesyjnej w Ameryce. Piątka niezwykłych ludzi: inżynier Cyrus Smith, dziennikarz Gedeon Spilett, marynarz Bonawentura Pencroff, chłopiec Harbert Brown oraz służący Nab ucieka balonem z opanowanego przez południowców Richmond.
Na rynku jeszcze nie ukazała się biografia Kapuścińskiego autorstwa Artura Domosławskiego, a już wywołała spore emocje w rodzinie i kręgach wielbicieli nieżyjącego reportera. Nie ma się zresztą czemu dziwić, w końcu stał się on mistrzem dla naprawdę wielu ludzi. Czy naprawdę jest o co kruszyć kopie dowiemy się po premierze książki, a na razie możemy "polizać" temat w artykule opublikowanym na rp.pl
Film zapowiadany, jako rewolucja kina 3D i owszem... efekty specjalne, animacja komputerowa i oczywiście sama technika 3D to prawdziwe arcydzieło, ale reszta, to mdła bajeczka o prawych kosmicznych indianach i chciwych białych. Idąc do kina na film zapowiadany jako rewolucję kinową spodziewałem się czegoś naprawdę dobrego, tymczasem film pozostawia uczucie niedosytu spowodowane wtórnością niektórych pomysłów oraz banalnością i przewidywalnością fabuły.
Ta książka, a właściwie album powinien być pozycją obowiązkową dla fotografów zajmujących się reportażem społecznym i subiektywnym.
Książkę „Amerykańskie obrazki” czytałem dość dawno temu, ale pamiętam, że zburzyła ona wtedy mój obraz wspaniałej Ameryki. Do dzisiaj jednak nie zmieniła się ona, aż tak znacząco, by zdjęcia Jacoba Holdta straciły dużo na swej aktualności. No cóż, widocznie magia Ameryki wynika właśnie z jej kontrastów.
Niedawno w programie Kuby Wojewódzkiego pojawiła się bardzo prowokująca postać z różową torebką u ramienia i czyś jaskrawo różowym wystającym spod kurtki. Bynajmniej nie kobieta, ale pisarz młodego pokolenia Michał Witkowski.